Zaklęcie na zakręcie. W obliczu nieustająco zapowiadanych zmian...

Samo powtarzanie zaklęć w rodzaju "rzetelna wycena, przejrzystość w podejmowaniu decyzji, decentralizacja, pacjent w centrum systemu" nie wyleczy opieki zdrowotnej. Czas skończyć z "zamawianiem" choroby i wypisać receptę.

Blisko pół roku temu pozwoliłem sobie na przytyk, że braku pomysłu na ochronę zdrowia nie zastąpią najlepsze nawet chęci. Trudno było bowiem znaleźć w gąszczu wypowiedzi cokolwiek, poza opalizującymi demagogią deklaracjami. Mijają miesiące, dyskusja trwa. Szkopuł w tym, że nadal nie wiadomo czego dotyczy. Im mniej konkretów, tym więcej okrągłych zdań. Na zaczepki mediów czy opozycji można odpowiedzieć – przecież rozmawiamy! Trudno pozbyć się jednak wrażenia, że zamiast chorobę leczyć, tylko ją „zamawiamy”. Dla mniej wtajemniczonych spieszę z wyjaśnieniem. Zamawianie to ludowe praktyki leczniczo-magiczne polegające na wypowiadaniu zaklęć (czyli tzw. zamów) mających na celu przezwyciężenie słabości...


Sytuacja – znana skądinąd z innych bajek – jest w gruncie rzeczy dość zabawna. Wystarczy rzucić w eter kilka ogólnych, choć popularnych „zaklęć” – np. rzetelna wycena, przejrzystość w podejmowaniu decyzji, decentralizacja, pacjent w centrum systemu – a następnie poddać je pod „szeroko zakrojone konsultacje, tak by uzyskać konsensus społeczny i polityczny” . Oczywiście każdy zapytany wyrazi obawy o interes własnego środowiska, ale wobec braku przykładowych rozwiązań debata toczy się na kosmicznym poziomie ogólności. Nikt nie złapie za słowo, nikt nie przyłoży, nikt się nie obrazi - bo właściwie nie ma za co. Miło a demokratycznie...

Doświadczenie uczy, że po kilku rundach „publicznej debaty” zazwyczaj dość nieoczekiwanie pojawia się stworzony w pośpiechu projekt przepisów. Cóż, że niezbyt jasny i trochę dziurawy... Ważne, aby „w interesie społecznym został jak najszybciej sprocedowany”. Ochoczo naszywa się więc kolejną łatę na rozłażący się system. Pardon – tzw. system. Bowiem jak twierdzi coraz więcej ekspertów – dzisiaj cytuję dra Macieja Dercza z Instytutu Organizacji Ochrony Zdrowia Uczelni Łazarskiego – "Problem polega na tym, że system ochrony zdrowia w Polsce nie istnieje. To jest zbiór różnych rozwiązań organizacyjno – prawnych, które na bieżąco były komponowane w zależności od tego, jaki problem się pojawi”

Zdawać by się mogło, że przedmiotem publicznej debaty powinna być – tylko lub aż - polityka zdrowotna. Wyzwania, cele, priorytety. Za najlepszą arenę mógłby uchodzić parlament, stanowiący bądź co bądź reprezentację różniących się w poglądach obywateli. Echa takiej dyskusji docierają jednak sporadycznie. Kto ma władzę, ten wie lepiej. Polityka – zwłaszcza zdrowotna - jest w naszych realiach niedyskutowalna. Tak jakby wysłuchanie adwersarza osłabiało czyjąś pozycję...

Zamiast tego mamy żywioł „dyżurnych tematów” wzniecanych iskrą politycznej potrzeby. Zdrowie publiczne, prywatne ubezpieczenia, likwidacja NFZ, wzmocnienie roli samorządów etc. Hasła – owszem - arcyważne, ale powtarzane w nieskończoność niczym „zamowy” zadziałać nie chcą. Czas wreszczcie wypisać tę receptę. Nie na transparentach wszakże. Skoro potrzeba „konsensusu społecznego i politycznego” jest tak silna, to nie rozmawiajmy o ideach, ale o rozwiązaniach! Jeśli potrzeba się na coś zgodzić (albo nie zgodzić), to dowiedzmy się wreszcie na co. Dlatego zamiast skupiać się na intencjach (w końcu wszyscy mają dobre chęci i nic z tego nie wynika) pochylmy się nad projektami ustaw. Tylko gdzie ich szukać???
Trwa ładowanie komentarzy...